wtorek, 24 lutego 2015

"Klątwa tygrysa" Colleen Houck

"Klątwa tygrysa" to powieść, którą uważa się za alternatywną wersję Zmierzchu. Jest w tym trochę racji, ale  twórczość Colleen przewyższa Stephanie pod prawie każdym względem. Nie jest to bynajmniej kolejna saga o wampirzej miłości... tym razem na scenie pojawiają się tygrysy...

Autor: Colleen Houck
Tytuł: "Klątwa tygrysa"
Wydawnictwo: Otwarte
Liczba stron: 360
Moja opinia: 6/10
Najlepszy cytat: "Gdzie ja jestem? Co ja wyprawiam? Utknęłam Bóg wie gdzie w indyjskiej dżungli, nocą, z tygrysem na sznurku."

Kelsey to osiemnastolatka, która właśnie wkracza w dorosłe życie. Z racji zbliżających się wakacji, zaczyna poszukiwać pracy, aby mogła spokojnie opłacić wymarzone studia. Wkrótce znajduje dość nietypową ofertę pracy w cyrku, której się podejmuje. Atmosfera w pracy jest niezwykła - wszyscy są dla siebie mili, nie ma żadnych spięć. Szczególna więź łączy ją z białym tygrysem - Dhirenem, którym ma się opiekować. Niespodziewanie tajemniczy indyjski kupiec składa Kelsey ofertę nie do odrzucenia - proponuje on jej, żeby towarzyszyła Renowi podczas podroży do rezerwatu. Kelsey, która nie wyobraża sobie, żeby mogła porzucić przyjaciela, decyduje się na wyjazd. Po dotarciu do tego jakże wspaniałego kraju, okazuje się, że sprawy nieco się skomplikowały. Kelsey musi zdecydować, czy powinna uwierzyć w pradawne indyjskie legendy....

Inspiracją Colleen Houck do napisania "Klątwy Tygrysa" była saga Zmierzch Stephanie Meyer. Podobieństwa między obydwoma książkami można wymieniać w nieskończoność. (Bogu dzięki, że Colleen nie napisała o wampirach!) Jeśli czytaliście popularną sagę o Cullenach, wiecie, że jest dość banalna i oparta na prostym schemacie. Tak samo jest z Klątwą Tygrysa. Główna bohaterka to przeciętna dziewczyna, która ma dość ciężkie życie i musi pracować na własne utrzymanie. Zakochuje się w niej Ren - perfekcyjny indyjski książę, nad którym ciąży klątwa. Brzmi znajomo? Dorzućmy jeszcze do tego trójkącik miłosny i rywalizację między dwoma braćmi o dziewczynę. Może Colleen inspirowała się również serią PW? Z drugiej strony muszę przyznać, że o ile zazwyczaj taki schemat przeszkadza mi w czytaniu, to tutaj historia była całkiem przyjemna. W końcu, która z nas nie marzy o księciu na białym --koniu-- tygrysie? Poza tym po raz pierwszy spotkałam się z indyjskimi legendami wplecionymi w powieść, co naprawdę bardzo mi się spodobało. Chociaż w porównaniu do mitologii greckiej wypada to trochę blado :)

Książka napisana jest stylem młodzieżowym, ale niestety nie wynagradza to dziwnie zbudowanych zdań, dialogów i opisów. Opisów, które są całkowicie niepotrzebne, a ciągną się nawet przez kilka stron. Co nas obchodzi co Kelsey robi gdy wstaje? Czy naprawdę jest konieczne przedstawianie nam wszystkich posiłków, które je? Nie sądzę. Autorka, za to pięknie to nadrabia, gdy dzieje się coś ciekawego --> bohaterzy znajdują rozwiązanie w dwie sekundy i akcja rozciąga się na aż... pół strony. Wow. Chyba nowy rekord. Jeśli chodzi o zalety dotyczące stylu, to podobały mi się wtrącone indyjskie słowa, które dodawały klimatu powieści.

Podsumowując "Klątwa Tygrysa" to książka, która ma tyle wad ile zalet. Jeśli nie przeszkadzają ci długie, ale w miarę plastyczne opisy i jesteś miłośnikiem wszelkich legend, to zdecydowanie powinieneś sięgnąć po tę książkę, jeśli nie, to myślę, że odpowiedź jest oczywista...













Brak komentarzy:

Prześlij komentarz