niedziela, 1 lutego 2015

"Akademia Wampirów" Richelle Mead

O "Akademii Wampirów" słyszałam naprawdę wiele razy, ale jakoś nigdy nie ciągnęło mnie do tej serii - wydawało mi się, że będzie to coś w rodzaju "Zmierzchu" i główny motyw będzie polegał na miłości między człowiekiem a wampirem. Na szczęście pasmo przypadków złożyło się tak, że sięgnęłam po tę książkę i jestem z tego powodu bardzo zadowolona. 

Autor: Richelle Mead
Tytuł: Akademia Wampirów
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Liczba stron: 336
Moja opinia: 8/10
Najlepszy cytat: "-Masz anioła stróża.
-Nie wierzę w anioły. Wiem, że mogę polegać tylko na sobie".

Akademia św. Władimira to szkoła zrzeszająca dwie odrębne, ale polegające na sobie klasy społeczne - mojory, czyli wampiry czystej krwi, które walczą o władzę i dampiry, pół-ludzie, pół-wampiry, ich strażnicy. Rose i Lissa, główne bohaterki, ukrywają pewien sekret, o którym nikt nie może się dowiedzieć - Lissa ma moc uzdrawiania, a  Rose potrafi odczuwać emocje i myśli swojej przyjaciółki. Niedługo Rose będzie musiała podjąć ważną decyzję i zdecydować, kto tak naprawdę zagraża Lissie i co miała na myśli Pani Karp, która poprosiła Rose, aby broniła Lissę przed samą sobą...

"Akademia Wampirów" była dla mnie nie lada zaskoczeniem. Spodziewałam się, że będzie to coś w rodzaju "Zmierzchu" czy "Pamiętników Wampirów". A okazało się, że nie było w tej książce nawet ludzi (może poza małymi niuansami)! Ogólnie książka napisana jest lekkim stylem, z perspektywy Rose - dampirki. Nie można polubić jej od razu - na początku powieści zdaje się, jakby chciała kontrolować życie Lissy, ale z biegiem czasu można się do niej przekonać. W sumie podobnie jest z powieścią - na początku jest nudna, ale z biegiem czasu pochłania czytelnika coraz bardziej i powoduje, że nie można się od niej oderwać. Jedyną rzeczą, która mnie w niej irytowała było to, że autorka zupełnie niepotrzebnie pisała początki rozdziałów z dużych liter. Nie wiem czy było tak również w oryginale, czy jest to wina tłumacza.

Książka mimo swojej banalności pokazuje naprawdę wiele problemów. Pokusiłabym się nawet o to, żeby powiedzieć, że w jej treści znajduje się więcej przekazu niż w "Papierowych Miastach". Po pierwsze powieść pokazuje siłę prawdziwej przyjaźni - tego, że dla kogoś, kogo się naprawdę lubi, wręcz kocha siostrzaną miłością, można poświęcić wszystko - nawet swoje życie czy miłość, którą darzy się swoją drugą połówkę. Autorka porusza również problem nietolerancji. Christian Ozera (który tak na marginesie był moją ulubioną postacią tuż obok Dymitra), jest chłopakiem, który nie rzuca się w oczy i żyje na uboczu. Został całkowicie wykluczony z życia społecznego, ponieważ jego rodzice zostali strzygami, czyli nieśmiertelnymi wampirami, którzy łakną krwi innych mojorów. Sam nigdy nie chciał się do nich przyłączyć, ale i tak rówieśnicy się z niego skrycie naśmiewają i boją się go. Jeszcze jeden problem, który pojawił się w powieści, jest ta tzw. hierarchia społeczna - członkowie rodzin królewskich przyjaźnią się jedynie z arystokracją, naśmiewając się z wyrzutków. Nie przypomina wam to czegoś? Być może w dzisiejszych czasach, nie jest to już tak widoczne, ale nadal można zauważyć taki podział w szkole. Dzieci z bogatych rodzin rzadko zadają się z dziećmi, których rodzice nie mają pieniędzy. Nie wspominając już o dzieciach z domów dziecka, które straciły rodziców, do takich, to nawet wstyd się zbliżyć, zwłaszcza jeżeli jego rodzice byli kryminalistami...
Ostatnią kwestią jaką tu poruszę, jest motyw tej znanej żyletki Lissy. Myślę, że autorka starała nam się pokazać, że złym słowem, czy plotkami, możemy zdziałać o wiele więcej niż uderzeniem w twarz. Konsekwencje mogą być gorsze niż kilka urojonych łez, gdy ktoś nie jest mocny psychicznie, może nawet popełnić samobójstwo. 

Ostatnią rzeczą, o której tu wspomnę, bo goni mnie już czas, jest kreacja bohaterów i relacje między postaciami. Bardzo spodobało mi się to, że Rose nie była kolejną sierotą, która nie potrafi sobie poradzić z najprostszymi problemami i szuka oparcia na męskim ramieniu. Rose była odważna, zaradna, energiczna i czasem impulsywna. Pracę stawiała ponad miłość, tak samo jak przyjaźń. Lissa, druga główna bohaterka, również była oryginalna - nie użalała się nad sobą w obecności innych, ale zachowywała to dla siebie. Była osobą wielkoduszną i serdeczną, ale również słabą psychicznie. Wyniszczały ją wszystkie intrygi i kłamstwa, które jej otoczenie snuło za jej plecami. Dlatego właśnie uciekała się do żyletki, jej przyjaciółki. Ból fizyczny stał się jej ucieczką od wszelkich problemów. Podobała mi się również kreacja drugoplanowych bohaterów, nie są oni potraktowani jako "tło", ale są naprawdę ciekawi. Christian, o którym już wspominałam, jest niespotykaną i nieprzewidywalną postacią, która budzi współczucie u czytelnika. Jego opowieść o śmierci rodziców na jego oczach spowodowała, że miałam łzy w oczach i zrozumiałam jego zdystansowanie do ludzi, o wiele bardziej niż wcześniej. Mia to też postać, która z pozoru jest tą złą i wredną, ale po poznaniu jej historii, stwierdziłam, że jej zachowanie jest całkowicie uzasadnione - Mia bała się po prostu odrzucenia. Przy niej muszę od razu dodać, że bardzo spodobało mi się to, że "wyglądała" jak porcelanowa lalka. Została jeszcze postać Dymitra (czy to na niej wzorowała się Veronica Roth kreując postać Cztery?). Dymitr jest seksownym trenerem Rose, który darzy ją uczuciem, którym niewątpliwie nie powinien darzyć swojej uczennicy, zresztą z wzajemnością. Z pozoru ludzie biorą go za aroganckiego i niesympatycznego, a nawet strasznego. Dzięki temu, że zabił tyle strzyg, budzi respekt i jest nazywany bogiem. Jednak, gdy pozna się go bliżej, jak Rose, okazuje się, że jest naprawdę troskliwy i naprawdę czuje poczucie winy, wspominając zamordowanych przez siebie ludzi. Okay, teraz przejdę do relacji miedzy postaciami. Przyjaźń między głównymi bohaterkami jest niezwykła. Nie jest to fałszywa relacja zbudowana na kłamstwach, której celem jest obustronne pobieranie korzyści z takiego stanu rzeczy. Patrząc na nią długo zastanawiałam się nade mną i moim otoczeniem. Czy w ogóle moje relacje z innymi ludźmi można porównać z relacją Rose- Lissa? 

Podsumowując "Akademia Wampirów" to książka, po którą naprawdę warto sięgnąć. Uczy naprawdę wiele i porusza problemy, które są aktualne również dzisiaj: m.in. problemy z narkotykami czy samobójstwa. Wątki są intrygujące i nietuzinkowe. Moja ocena to 8/10 :)

__________________________________________________________________
Notka od Autora:
Zachęcam Was do udziału w ankiecie i komentowaniu postów. To naprawdę nakręca mnie do kontynuowania pisania :) Chciałbym również podziękować za wszystkie pozytywne opinie pod ostatnimi postami <3





2 komentarze: